21 lut 2015

a kto to?

Hej
Dzisiaj nie pisze do Was Anita, tylko ja... a kim jestem? Nazywam się Gabrysia (http://gabby-inspirations.blogspot.com/) i postanowiłyśmy razem z Anitą wymienić się postami na swoich blogach. 
Tak jak przed chwilą wspomniałam mam na imię Gabrysia, a tak właściwie Gabriela, jednak nikt się tak do mnie nie zwraca i raczej dziwnie bym się czuła, gdyby ktoś mówił do mnie w ten sposób. Mam (jeszcze!) 14 lat, a 15 kończę 22 kwietnia, czyli w Dzień Ziemi. Wydaje mi się, że to w jaki dzień się urodziłam w jakimś stopniu wpływa na to jaka jestem. Dlaczego? Kocham przyrodę, a najbardziej zwierzęta. Jestem wolontariuszką w schronisku dla zwierząt w moim mieście, czyli w Augustowie (woj. podlaskie). Sama mam psa- Pysię i traktuję ją jak pełnoprawnego członka rodziny.
Jeżeli chodzi o moje zainteresowania, to mam ich całkiem sporo. Głównymi z nich są fotografia i oczywiście blogowanie. Poniekąd interesuję się również gotowaniem i często przygotowuję coś sobie i swojej rodzinie. Kolejnym zainteresowaniem-niezainteresowaniem są... włosy. Tak. Włosy. Jestem młodocianą włosomaniaczką i się do tego przyznaję. Ogólnie lubię kosmetyki i interesuję się też makijażem, mimo że się nie maluję.
W poście widzicie zdjęcia mojego autorstwa :)

16 lut 2015

Support for other.

Oglądałam dzisiaj pewien film w których było pokazane to, że nie pomagamy każdemu. 
Jeśli można to tak nazwać to po prostu poryczałam się oglądając to ponieważ było pokazane tam, że pomagamy ludziom którzy wyglądają na "bogatszych" niż tym "biedniejszym".
 Mam na myśli taką pomoc, która objawia się np tym, że widzimy na ulicy człowieka bezdomnego, który wywala się na chodnik, a nikt mu nie pomaga.

Człowiek ten czuje się jak "śmieć" wie, że ludzie na niego patrzą, słyszą to jak się przewrócił, ale mimo to nie pomagają. Ludzie w głowie układają sobie pewną historyjkę, że bezdomny człowiek to pewnie pijak i nic mu się nie chcę robić tylko np: kraść albo wydać wszystko na "picie". Uwierzcie nie każdy trafił na ulicę z takich powodów i nie każdy z nich taki jest! Rozumiem połowę osób można zaliczyć do tych co tylko piją, ale naprawdę ta druga połowa taka nie jest. Jeśli widzimy osobę, która potrzebuję naszej pomocy to podejdźmy i zapytajmy czy wszystko w porządku. Taki człowiek poczuje się lepiej. 

Ludzie w Polsce chyba rzadko pomagają, ale nie chcę tu mówić czegoś gdzie nie mam dowodów. Zauważyłam również, że ludzie którzy sami potrzebują pomocy częściej chcą pomagać innym niż tacy co mają dużo pieniędzy. 

No cóż tacy są już ludzie i tego nie da się zmienić. Chcę tylko przekazać moje zdanie i odczucia jakie mam widząc różne zdarzenia. 

Miłego czytania! 







11 lut 2015

Czy warto marzyć??

Hejkaa! Dość długo mnie nie było i nic nie dodawałam więc z całego serca przepraszam. Strasznie chcę wam powiedzieć o mojej nowej pasji i marzeniach. 
Zapraszam!

----------------
-------------------------------------------------------
---

Przez te kilka dni wydarzyło się naprawdę dużo rzeczy o których nawet bym nie śniła. Pierwsza z nich jest taka, że mianowicie odkryłam swój talent, jest nim krawiectwo. Nigdy nie pomyślałabym, że mam taki talent do szycia na maszynie. Historia jest dość krótka. Mama zapisała mnie na warsztaty z szycia na maszynie, na początku nie byłam przekonana co do tego, ale wyszło jak wyszło. Pojechałam tam i zobaczyłam kilka "starszych" od de mnie pań. Miały one po 30 lat! Ja jedyna jako 14 latka. Ze zdenerwowaniem siedziałam na krześle przy maszynie ponieważ nowe otoczenia, nie wiedziałam nic o szyciu i jeszcze do tego sama w takim wieku. KOSZMAR! Udało się uszyłam swoją pierwszą poszewkę na poduszkę. Teraz co dziennie siadam po 1h do maszyny w domu i szyje zawieszki np: serca. Coś mi się wydaję. że długo nie rozstanę się z igłą, tkaniną i maszyną. W następnym poście dodam przedmioty które sama uszyłam.



Teraz co nie co o marzeniach. Moim wielkim marzeniem było spotkanie z youtuberem Stuu, inaczej polski pingwin. Nigdy nie myślałam, że to marzenie się spełni. Gdy zobaczyłam na instagramie Stuarta, że będzie mini spotkanie w Warszawie mało nie popłakałam się szczęścia.! Pojechałam na zlot i okazało się, że było ponad 300 osób, a miało to być małe spotkanie z fanami. Te 4h stania na mrozie, w wielkim tłumie, gdzie wszyscy się przepychali. MASAKRA. Już nawet przestałam myśleć o tym, że zrobię sobie z nim zdjęcie, uściskam go i powiem, że go bardzo kocham. Jednak Suu podał mi rękę i przecisnęłam się przez ten dziki tłum. Zrobiłam z nim zdjęcie i uściskałam.
Zostałam do samego końca z nim i fanami. Do domu dotarłam o 23. 
Warto marzyć bo kiedyś to marzenie się spełni.!